Odbędą się w kościele parafialnym
(Wniebowzięcia NMP na Moniuszki, tam blisko dworca)
26.11 8.00
29.11 8.00
2.12 8.00
20.12 18.00
25/11/08
12/10/08
12.10.08
Mama już nie cierpi. Dziś rano przed dziesiątą przestała oddychać.
Kiedyś, kiedy już spałam u mamy, obudziłyśmy się rano.. powiedziałam że zaraz jej podam tabletki. Zapytała zdziwiona - jakie tabletki? Kiedy się dobudziła powiedziała - śniło mi się że już nie muszę brać żadnych tabletek.
Teaz już nie musi.
Kiedyś, kiedy już spałam u mamy, obudziłyśmy się rano.. powiedziałam że zaraz jej podam tabletki. Zapytała zdziwiona - jakie tabletki? Kiedy się dobudziła powiedziała - śniło mi się że już nie muszę brać żadnych tabletek.
Teaz już nie musi.
05/10/08
04/10/08
amputacja
Mama w szpitalu.
Planowana amputacja nogi.
Albo amputacja albo mama bedzie cierpiec straszne bole i martwa noga bedzie zatruwac organizm.
Ale musza najpierw pokonsultowac i wyrownac mamy stan bo ma np. wysoki cukier i takietam.
Co do niebezpieczenstw - kazdy powazniejszy zabieg u mamy zagraza zyciu, poza tym nie wiadomo czy po amputacji wyleczy sie rana, znaczy czy sie zamknie, nie pamietam jakich slow uzyl, jestem bardzo zmeczona.
Chcialam zostac z mama ale lekarz stwierdzil ze lepiej zrobie jesli odpoczne i przyjde jutro.
Dobranoc.
Mama zgodziła się na amputację ale jest mało świadoma i nie wiem na ile zrozumiała o co chodzi.
Planowana amputacja nogi.
Albo amputacja albo mama bedzie cierpiec straszne bole i martwa noga bedzie zatruwac organizm.
Ale musza najpierw pokonsultowac i wyrownac mamy stan bo ma np. wysoki cukier i takietam.
Co do niebezpieczenstw - kazdy powazniejszy zabieg u mamy zagraza zyciu, poza tym nie wiadomo czy po amputacji wyleczy sie rana, znaczy czy sie zamknie, nie pamietam jakich slow uzyl, jestem bardzo zmeczona.
Chcialam zostac z mama ale lekarz stwierdzil ze lepiej zrobie jesli odpoczne i przyjde jutro.
Dobranoc.
Mama zgodziła się na amputację ale jest mało świadoma i nie wiem na ile zrozumiała o co chodzi.
19/09/08
Po przespaniu się
Grzesiu mi uświadomił że właściwie nie wiem na jakiej konkretnie podstawie, z jakiego konkretnego powodu kardiolog powiedział to co powiedział. Więc może nie panikujmy..
USG nowego nie zrobił, z RTG chyba dokładnych informacji o sercu nie można mieć.. tyle że zrobił mmie EKG i posłuchał serca ale mama była poddenerwowana i zasapana wstawaniem i kładzeniem się spowrotem więc może odebrał informacje zafałszowane?
Oby.
Z moją tymczasową rezygnacją ze studiów to chyba dobry pomysł ale tak do końca przekonana nie jestem, głównie dlatego że boję się że się tu z ojcem zagryziemy wzajemnie. Mam wrażenie że wszystko mi na złość robi. Np. mi na złość zabiera mamie kota i wynosi do piwnicy. A mamie kotek jest potrzebny. A ja tacie mam ochotę zrobić krzywdę jak takie rzeczy robi, roznosi mnie po prostu choć chodzi pewnie o głupoty.
USG nowego nie zrobił, z RTG chyba dokładnych informacji o sercu nie można mieć.. tyle że zrobił mmie EKG i posłuchał serca ale mama była poddenerwowana i zasapana wstawaniem i kładzeniem się spowrotem więc może odebrał informacje zafałszowane?
Oby.
Z moją tymczasową rezygnacją ze studiów to chyba dobry pomysł ale tak do końca przekonana nie jestem, głównie dlatego że boję się że się tu z ojcem zagryziemy wzajemnie. Mam wrażenie że wszystko mi na złość robi. Np. mi na złość zabiera mamie kota i wynosi do piwnicy. A mamie kotek jest potrzebny. A ja tacie mam ochotę zrobić krzywdę jak takie rzeczy robi, roznosi mnie po prostu choć chodzi pewnie o głupoty.
18/09/08
Ps.
Mam nowy pomysł.
Szukać jakiegoś super kardiologa. Wybitnego jakiegoś.
Może coś by to dało.
Bez szaleństw i narażania mamy na stresy.
Ale może coś więcej da się zrobić.
Szukać jakiegoś super kardiologa. Wybitnego jakiegoś.
Może coś by to dało.
Bez szaleństw i narażania mamy na stresy.
Ale może coś więcej da się zrobić.
wizyta kardiologa
Była dziś wizyta kardiologa.
Przebadał mamę, zrobił EKG, przejrzał dokumentację i stwierdził że stan mamy jest bardzo z powodu niewydolności serca.
Mówił o tym że pewnych problemów nie da się zatrzymać, wyleczyć. I mówił że być może mama nie pożyje długo.
Pomysł mam więc taki że.. no ja zostaję oczywiście (?). Mamie wytłumaczę że w przyszłym roku będę miała szansę na stypendium i akademik a w tym roku przepadło, co jest prawdą.
Jeśli chodzi o Was, rodzeństwo moje i może nie tylko.. pewnie będziecie chcieli przyjechać. Ale bardzo bym prosiła żebyście tu tłumu nie zrobili, trzeba uważać aby mama nie przestraszyła się że się z nią żegnacie. Mama wie że jest chora i że nie jest za dobrze, ale nie ma sensu umacniać jej w przekonaniu że to już koniec, tym bardziej że tego się nie da przesądzić. Mama jest osobą silną pomimo słabego serca.
Jeśli chodzi o raka to chyba wychodzi na to że nie czas się nim przejmować. Chociaż planowaną wizytę u radioterapeuty chyba wykonam.
No i dalej pomysł mój jest taki żeby mamie dawać jak najwięcej przyjemności. Żeby jej było dobrze w tych ostatnich dniach, tygodniach, miesiącach.. nie wiadomo.
Pewnie dziś skoczę po czerwone wino które mama lubi. Jakby ktoś z Was wiedział czy czerwony vermuth ma właściwości dobroczynne dla serca tak jak normalne czerwone wino to proszę o znać bo od dawna się o to pytam a mama lubi wina słodkie.
Już kiedyś dr Tujakowski wspominał o dobroczynnym wpływie dzieci na zdrowie mamy więc może by Ania miała możliwośc wpaść jeszcze z maluchami czasem.
Mówię to bo może się obawiasz Ania że dzieci będą dla mamy uciążliwe. To chyba jakoś w psychoonkologii stwierdzili że towarzystwo dzieci dobrze robi chorym na raka. Kiedyś też słyszałam o tym że generalnie jest to dobre dla ludzi w wieku starszym, na co potwierdzeniem miało być to że tak bardzo lubimy tulić małe dzieci.
Stan mamy przez ostatnie powiedzmy 10 dni mocno się pogorszył ale przez ostatnie powiedzmy 3 dni jest lepiej, jest silniejsza i przytomniejsza, tylko oddycha jakby coraz szybciej, do tego ma jakieś zastoje w płucach i kaszle ale na szczęście jej się odrywa.
Ale generalnie znowu się polepszyło a jak lekarz mamę badał była dość zadyszana po wstawaniu i napewno zdenerwowana wizytą więc ja przynajmniej mam nadzieję że badania te były nieco przefałszowane. Ale o tym że mamy serce jest bardzo chore i że wciąż jest z nim gorzej wiadomo od dawna.
Chyba na razie tyle.
Lekarz na początku wziął mnie za pracownicę służby zdrowia w związku z tym że byłam nieco w temacie i potem mimo że go z błędu wyprowadziłam, mówił do mnie słownictwem specjalistycznym i nie wszystko rozumiałam.
Używał parę razy słowa "spastyczne", "spastyczność" których znaczenia jeszcze w encyklopedii nie sprawdziłam. Mówił też coś o sercu płucnym, chyba chodziło mu o część serca która pompuje krew docierającą z płuc - i chodzi o to że i ta część serca jest niewydolna z powodu problemów płucnych.
Wspominał że może dobrze by zrobił pobyt w szpitalu, głównie chyba chodziło o opanowaniu problemu zastoju wody w mamy organiźmie. Uważa że jest też płyn w jamie brzusznej o czym do tej pory nie było mowy. Próbowałam dwóm lekarkom zwrócić uwagę na brzuch bo wydawało mi się że "urósł" ale nie chciały słuchać.
Mama do szpitala nie chce, ja też mamy nie chcę w szpitalu ale może trzebaby się nad tym zastanowić. Lekarz stwierdził "trzeba próbować".
Z nauką chodzenia pewnie by się trzeba wstrzymać. Naprawdę szybko teraz mama się "zasapuje". Ale może to minie? Ma zwiększone leki odwadniające i może to pomoże. Zostały też mocno zmniejszone sterydy więc powinna zejść część opuchlizny. Zresztą chyba już schodzi.
Na razie na tyle, pozdrawiam.
Przebadał mamę, zrobił EKG, przejrzał dokumentację i stwierdził że stan mamy jest bardzo z powodu niewydolności serca.
Mówił o tym że pewnych problemów nie da się zatrzymać, wyleczyć. I mówił że być może mama nie pożyje długo.
Pomysł mam więc taki że.. no ja zostaję oczywiście (?). Mamie wytłumaczę że w przyszłym roku będę miała szansę na stypendium i akademik a w tym roku przepadło, co jest prawdą.
Jeśli chodzi o Was, rodzeństwo moje i może nie tylko.. pewnie będziecie chcieli przyjechać. Ale bardzo bym prosiła żebyście tu tłumu nie zrobili, trzeba uważać aby mama nie przestraszyła się że się z nią żegnacie. Mama wie że jest chora i że nie jest za dobrze, ale nie ma sensu umacniać jej w przekonaniu że to już koniec, tym bardziej że tego się nie da przesądzić. Mama jest osobą silną pomimo słabego serca.
Jeśli chodzi o raka to chyba wychodzi na to że nie czas się nim przejmować. Chociaż planowaną wizytę u radioterapeuty chyba wykonam.
No i dalej pomysł mój jest taki żeby mamie dawać jak najwięcej przyjemności. Żeby jej było dobrze w tych ostatnich dniach, tygodniach, miesiącach.. nie wiadomo.
Pewnie dziś skoczę po czerwone wino które mama lubi. Jakby ktoś z Was wiedział czy czerwony vermuth ma właściwości dobroczynne dla serca tak jak normalne czerwone wino to proszę o znać bo od dawna się o to pytam a mama lubi wina słodkie.
Już kiedyś dr Tujakowski wspominał o dobroczynnym wpływie dzieci na zdrowie mamy więc może by Ania miała możliwośc wpaść jeszcze z maluchami czasem.
Mówię to bo może się obawiasz Ania że dzieci będą dla mamy uciążliwe. To chyba jakoś w psychoonkologii stwierdzili że towarzystwo dzieci dobrze robi chorym na raka. Kiedyś też słyszałam o tym że generalnie jest to dobre dla ludzi w wieku starszym, na co potwierdzeniem miało być to że tak bardzo lubimy tulić małe dzieci.
Stan mamy przez ostatnie powiedzmy 10 dni mocno się pogorszył ale przez ostatnie powiedzmy 3 dni jest lepiej, jest silniejsza i przytomniejsza, tylko oddycha jakby coraz szybciej, do tego ma jakieś zastoje w płucach i kaszle ale na szczęście jej się odrywa.
Ale generalnie znowu się polepszyło a jak lekarz mamę badał była dość zadyszana po wstawaniu i napewno zdenerwowana wizytą więc ja przynajmniej mam nadzieję że badania te były nieco przefałszowane. Ale o tym że mamy serce jest bardzo chore i że wciąż jest z nim gorzej wiadomo od dawna.
Chyba na razie tyle.
Lekarz na początku wziął mnie za pracownicę służby zdrowia w związku z tym że byłam nieco w temacie i potem mimo że go z błędu wyprowadziłam, mówił do mnie słownictwem specjalistycznym i nie wszystko rozumiałam.
Używał parę razy słowa "spastyczne", "spastyczność" których znaczenia jeszcze w encyklopedii nie sprawdziłam. Mówił też coś o sercu płucnym, chyba chodziło mu o część serca która pompuje krew docierającą z płuc - i chodzi o to że i ta część serca jest niewydolna z powodu problemów płucnych.
Wspominał że może dobrze by zrobił pobyt w szpitalu, głównie chyba chodziło o opanowaniu problemu zastoju wody w mamy organiźmie. Uważa że jest też płyn w jamie brzusznej o czym do tej pory nie było mowy. Próbowałam dwóm lekarkom zwrócić uwagę na brzuch bo wydawało mi się że "urósł" ale nie chciały słuchać.
Mama do szpitala nie chce, ja też mamy nie chcę w szpitalu ale może trzebaby się nad tym zastanowić. Lekarz stwierdził "trzeba próbować".
Z nauką chodzenia pewnie by się trzeba wstrzymać. Naprawdę szybko teraz mama się "zasapuje". Ale może to minie? Ma zwiększone leki odwadniające i może to pomoże. Zostały też mocno zmniejszone sterydy więc powinna zejść część opuchlizny. Zresztą chyba już schodzi.
Na razie na tyle, pozdrawiam.
01/04/08
No to sie chwale
Troche prywaty.
W koncu odebralam dyplom.
Komentarz mamy?
- Moglabys miec cos pod szyja.
:)
Ale i pogratulowala.
Rózyczki z gratulacjami dostalam od Piotrusia, sliczne prawda? Sprawil mi nimi duzo radosci, juz zapomnialam jak to jest byc obsypywana kwiatami ;)
Teraz czas na kolejne kroki w zalatwianiu kontynuacji nauki we Wloszech. Zrobie tam mgr z informatyki z kierunkiem na nauczanie, potem kurs na "insegnante di sostegno" - po tym kursie bede nauczycielem pomocniczym dla dzieci niepelnosprawnych. We Wloszech dzieci niepelnosprawne chodza do normalnych szkól, sa im przydzielani tacy nauczyciele pomocniczy, którzy pomagaja im w uczestniczeniu w zyciu klasy, szkoly, w nauce na ile jest to mozliwe.
O byciu nauczycielka nigdy wczesniej nie myslalam, ale kusila mnie zawsze praca z niepelnosprawnymi. Mysle ze w koncu odkrylam to swoje powolanie, jestem z tego powodu bardzo szczesliwa. No i w razie czego bede tez mogla zostac normalnym nauczycielem informatyki, matematyki i innych takich w szkolach srednich. Widzac zmiany jakie we mnie zachodza, prawie ze wierze ze bede miala odwage uczyc takie grono mlodych bandytów ;)
Dlugo mialam dylematy zwiazane z tym wyjazdem bo jest przeciez mama. Ale mamie byc moze bardziej niz mnie samej zalezy na tym zebym sie w koncu jakos ustawila. Napewno boi sie czy tam sobie poradze, ale mam nadzieje ze szybko jej pokaze ze potrafie sobie w zyciu poradzic. Leczenie moje odnosi wyrazne skutki, poprawia mi sie i zdrowie psychiczne i fizyczne. Ostatnio czulam sie dosc kiepsko ale to przez stres zwiazany z mama, ja bardzo przezywam kazdy nawet najmniejszy zwiazany z nia problem, nawet kupujac jej jakis jogurt potrafie dostac pomieszania kiedy próbuje wybrac cos co mamie bedzie smakowalo i sluzylo, jak wiecie, nie jest teraz latwo z mama pod tym wzgledem. Co wiec dopiero z problemami naprawde powaznymi. Jeszcze do niedawna czulam ze mam jakotaka kontrole nad tym co sie z mama dzieje, ale od czasu zlamania stawu, zupelnie jestem pogubiona w tym co sie z mama dzieje i nie potrafie juz szukac lekarzy odpowiedzialnych lub nowych specjalistów po Polsce.. nie wiem z kim teraz rozmawiac w spr. mamy, w hospicjum sami chyba nie wiedza na co mama sie leczy, przydalaby sie kontrola ortopedyczna kolana które mame boli od upadku, ale jak to zorganizowac? Nie mówiac juz o tym zeby znalazl sie jakis ortopeda który by sie wypowiedzial konkretnie na temat tego biodra, bo wersji w sprawie zrastania czy operowania to juz z 10 bylo.
Grzesiu zalatwil konsultacje w spr. mamy z kardiochirurgami z Gdanska, wg nich mama powinna poddac sie operacji serca, ale najpierw musi zaczac chodzic, wiec sprawa chodzenia jest bardzo wazna w tym momencie a nic o tym nie wiadomo, zadnych przewidywan, zadnego w zasadzie zainteresowania faktem.
Dylematy zwiazane z wyjazdem do Wloch mialam w zwiazku z tym ze nielatwo jest zostawic mame z tymi jej wszystkimi chorobami, ale pan psycholog przekonal mnie do tego ze powinnam jechac. Uzmyslowil mi ze skoro rodzine mam duza, nie moze byc tak ze wszystko spoczywa na moich barkach. I ze to, ze w koncu mam szanse na normalne, satysfakcjonujace zycie, powinno byc dla rodziny wazne, tym bardziej ze wielokrotnie slyszalam ze sie o mnie martwicie. Pan psycholog zasugerowal zebyscie mi sie zlozyli na podróz do Wloch, jednak to wg mnie przesada, z dojazdem tam jakos sobie poradze, moze nawet jakas okazja bedzie zeby sie z kims zabrac, znajomy czesto jezdzi do Wloch i byc moze czesc podrózy mialabym gratis.
Nie wiem czy rodzenstwo moje zdaje sobie sprawe z tego, ze w zwiazku z mamy choroba, kazdy z nas ma prawo do dwóch tygodni wolnego na opieke nad mama. Ja bym mogla przyjezdzac na wakacje, ferie.
Jest tez coraz czesciej przypominana w rodzinie propozycja opiekunki, która byc moze tak czy inaczej bedzie trzeba wynajac. Skladajac sie razem mysle ze to nie wyjdzie za duzo do zaplacenia. Ja zamierzam we Wloszech oczywiscie oprócz studiowania - pracowac, wiec mam nadzieje ze równiez bede mogla sie dorzucic.
Nie jest mi latwo zrezygnowac z opieki nad mama, jednak latwiej jest byc przy niej i wiedziec dokladnie co sie dzieje. Ale miejmy nadzieje, zdrowie mamy bedzie sie wciaz polepszac i bedziemy miec wszyscy mniej powodów do zmartwien.
Mój wyjazd do Wloch to jedna sprawa, mam nadzieje ze zostalam zrozumiana.
Jest tez druga sprawa, wlasciwie prosba.
Póltora roku temu wyrwano mi zeba, górna trójke. Duzy to problem nie jest, rzadko smieje sie szczerzac zeby, wiec jest to prawie niewidoczne (jak przynajmniej niektórzy twierdza), no i w jedzeniu tez niespecjalnie przeszkadza.
Jednak jesli tam czegos nie wstawie, zepsuje mi sie zgryz, juz zaczynam odczuwac ze zeby sie zjezdzaja. Gdy którys z zebów ubywa, dwa sasiednie sie zjezdzaja i zgryz deformuje sie, jeden mój kolega cos takiego ma i mówi ze bardzo zaluje ze sie tym nie zajal.
No i sprawa jest taka, ze rozwiazania sa rózne, moge np. zalozyc most, jednak dentysta stwiedzil ze szkoda niszczyc te dwa sasiednie zeby które sa zdrowe. Najlepszym rozwiazaniem jest implant i na to sie w zasadzie zdecydowalam tylko ze.. kosztuje to mniej wiecej 3000 zl.
To tylko taka luzna propozycja z mojej strony. Ja naprawde jestem w tej chwili nastawiona na zmiane zycia. Zamierzam od lata badz jesieni zaczac pracowac. Ile bede mogla zaoszczedzic - to zalezy ile wyniosa mnie studia, najprawdopodobniej beda kosztowac mnie malo ze wzgl. na niski status majatkowy. Bede miala jakas stala prace, Giuseppe obiecal mi tez podsylac uczniów do korepetycji.
Mimo wszystko nie wiem jak wyjde finansowo, nie wiem ile wyniesie mnie zycie itd. Ale za 2 lata powinnam podjac normalna prace. Czemu o tym pisze? Bo prosze tych, co ewentualnie mieli by taka mozliwosc i checi, o pozyczke. Nie licze ze ktos z Was da mi te 3000 ale jesli rozlozy sie to na pare osób, beda to sumy o wiele mniejsze. Obiecuje oddac jak tylko bede mogla.
Bardzo Was o to prosze, no i sprawa niestety dosc pilna bo chce to zalatwic przed wyjazdem do Wloch, tam by to kosztowalo o wiele wiele wiecej.
W razie gdyby ktos sie zdecydowal, podaje nr mojego konta:
38 1140 2004 0000 3302 3993 8732.
Teraz troche zdjec z okolic okolowielkanocnych.
Prawda że śliczny koszyk z pisankami przygotowała Jessi? :)
jajo po japońsku
Dwie nowe brunetki
I reszta towarzystwa
Jessi pracuś postarała się o świąteczny nastrój i smakołyki
Śliczna mimo wilkołaczych oczu Agnieszka
Zmarźluszki
Rodzice jednego z nich
Nie było dużo tych zdjęć.
Na razie to tyle.
Acha, byłam dziś wieczór u mamy i jakby zaczynała się aklimatyzować.
Trochę się boję o kolano pod złamanym biodrem, wydaje mi się opuchnięte i boli mamę bardziej niż ten staw połamany, brała morfinę ze wzgl. na kolano. IMO powinien obejrzeć je jakiś ortopeda, obawiam się że było skręcenie i coś się tam mogło uszkodzić :(
22/03/08
18/03/08
dzis
W sprawach medycznych zaczynam sie juz gubic, pomiedzy biurokracja, powaga chorob i tzw. smarowaniem dokladnie tam gdzie trzeba i nie za cienko nie za grubo itd.
Byly dzis 3 wizyty medyczne ale ja juz naprawde zagubiona, i zmeczona tematem. W kazdym razie amputacji raczej nie bedzie bo wg Tujakowskiego nie ma to sensu, operacje biodra jak sie da to robic ale trzeba umiec podejsc pana od operacji tak zeby mu sie znowu zachcialo (pan doktor zna sie na socjotechnikach i manipuluje), byc moze bedzie trzeba mame z raz lub dwa przewiezc na radioterapie do Bydgoszczy lub Gdanska.
Opieka w szpitalu jestem sszokowana, wogole nie przejmuja sie mamy biodrem i rzucaja ja z miejsca na miejsce, wczoraj poprosili o przesiascie sie na drugie lozko bo to ktore dostala bylo porzyczone... lekow zapomnieli jej dawac... wczoraj bylam naprawde..wkurzona.., dzis po prostu mam dosc.
Chociaz tekst pani pielegniarki "W jaki sposob pacjentka leżąca zlamala biodoro?" byl nawet zabawny.
Dobra wiadomosc to ta, ze mama dzis, przynajmniej rano kiedy sie z nia widzialam, czula sie duzo lepiej i to ze odkryto przyczyne powodu problemow z ukl. moczowym - infekcja nerek.
Wody w plucach podobno nieduzo ale pani doktor prowadzaca nie umie powiedziec co to znaczy "nieduzo" bo nie pamieta ile.
Dalsze poczynania w spr. biodra maja sie zaczac najwczesniej w czw. kiedy to miejmy nadzieje zechca sie komunikowac z oddzialu na ktorym mama lezy z ortopiedia. I dalej konsultacje konsultacje konsultacje
No, jednak cos napisalam.
Dla rozluznienia wklejam zdjecie wielkiego milosnika zwierzat :)
Byly dzis 3 wizyty medyczne ale ja juz naprawde zagubiona, i zmeczona tematem. W kazdym razie amputacji raczej nie bedzie bo wg Tujakowskiego nie ma to sensu, operacje biodra jak sie da to robic ale trzeba umiec podejsc pana od operacji tak zeby mu sie znowu zachcialo (pan doktor zna sie na socjotechnikach i manipuluje), byc moze bedzie trzeba mame z raz lub dwa przewiezc na radioterapie do Bydgoszczy lub Gdanska.
Opieka w szpitalu jestem sszokowana, wogole nie przejmuja sie mamy biodrem i rzucaja ja z miejsca na miejsce, wczoraj poprosili o przesiascie sie na drugie lozko bo to ktore dostala bylo porzyczone... lekow zapomnieli jej dawac... wczoraj bylam naprawde..wkurzona.., dzis po prostu mam dosc.
Chociaz tekst pani pielegniarki "W jaki sposob pacjentka leżąca zlamala biodoro?" byl nawet zabawny.
Dobra wiadomosc to ta, ze mama dzis, przynajmniej rano kiedy sie z nia widzialam, czula sie duzo lepiej i to ze odkryto przyczyne powodu problemow z ukl. moczowym - infekcja nerek.
Wody w plucach podobno nieduzo ale pani doktor prowadzaca nie umie powiedziec co to znaczy "nieduzo" bo nie pamieta ile.
Dalsze poczynania w spr. biodra maja sie zaczac najwczesniej w czw. kiedy to miejmy nadzieje zechca sie komunikowac z oddzialu na ktorym mama lezy z ortopiedia. I dalej konsultacje konsultacje konsultacje
No, jednak cos napisalam.
Dla rozluznienia wklejam zdjecie wielkiego milosnika zwierzat :)
17/03/08
szpital
mamie wczoraj wieczorem bylo bardzo duszno, wezwalismy karetke i jest teraz w szpitalu, na razie nic wiecej nie wiem, bede u niej wieczorem, teraz beda lewandosie
15/03/08
wytchnienie
Wczoraj mieliśmy naprawdę duży stres, mama miała zatrzymanie moczu, tylko czasami parę kropel krwi. Pielęgniarka była parę razy, lekarka raz.. wieczorem już mieliśmy dzwonić na pogotowie kiedy mamusia najzwyczajniej w świecie zrobiła normalne żółte siusiu :)
Trochę jakby ciągle mało moczu było ale to może organizm po odwodnieniu organizm się nawadnia.
Do poniedziałku powinniśmy zdecydować czy mama będzie operować biodro. Lekarka z hospicjum twierdzi że jeśli jest ktoś kto by się tego podjął - a jest, trzeba to zrobić. Mama teraz wypoczywa w łóżku więc może nabierze siły na tą operację.
Trochę jakby ciągle mało moczu było ale to może organizm po odwodnieniu organizm się nawadnia.
Do poniedziałku powinniśmy zdecydować czy mama będzie operować biodro. Lekarka z hospicjum twierdzi że jeśli jest ktoś kto by się tego podjął - a jest, trzeba to zrobić. Mama teraz wypoczywa w łóżku więc może nabierze siły na tą operację.
14/03/08
złamanie cd.
Złamaniu uległa "główka" kości udowej. Nie wiem czy można to tak nazwać ale pewnie każdy się domyśli o co chodzi.
Problem w tym że każdy lekarz mówi zupełnie co innego, jeden że się nie zrośnie, drugi że się zrośnie ale krzywo, trzeci czeka na decyzję o operacji i chce operować ale ten drugi mówi że w tym stanie zdrowia jest to nie do zrobienia.
Także wesoło :(
Zupełnie nie wiadomo co myśleć, co robić.
Udało się wyprosić dla mamy cewnik więc jest mniej męki. Tylko że teraz znowu wyraźnie widać jak wiele krwi jest w moczu, czasem wygląda jakby to było więcej krwi niż moczu... powodem mogłyby być te wszystkie tabletki przeciwbólowe których się mama nałykała... lekarkę hospicyjną próbujemy tu ściągać chyba gdzieś od dwóch tygodni. Dziś chyba w końcu przyjdzie.
Acha, dostaliśmy z hospicjum materac przeciwodparzeniowy, spróbujemy dziś go pod mamę włożyć.
Mówi się o szpitalu w sprawie wody w opłucnej od pewnego czasu ale teraz mama chce tylko spokoju.
Problem w tym że każdy lekarz mówi zupełnie co innego, jeden że się nie zrośnie, drugi że się zrośnie ale krzywo, trzeci czeka na decyzję o operacji i chce operować ale ten drugi mówi że w tym stanie zdrowia jest to nie do zrobienia.
Także wesoło :(
Zupełnie nie wiadomo co myśleć, co robić.
Udało się wyprosić dla mamy cewnik więc jest mniej męki. Tylko że teraz znowu wyraźnie widać jak wiele krwi jest w moczu, czasem wygląda jakby to było więcej krwi niż moczu... powodem mogłyby być te wszystkie tabletki przeciwbólowe których się mama nałykała... lekarkę hospicyjną próbujemy tu ściągać chyba gdzieś od dwóch tygodni. Dziś chyba w końcu przyjdzie.
Acha, dostaliśmy z hospicjum materac przeciwodparzeniowy, spróbujemy dziś go pod mamę włożyć.
Mówi się o szpitalu w sprawie wody w opłucnej od pewnego czasu ale teraz mama chce tylko spokoju.
12/03/08
zlamanie
Mama ma złamane coś w biodrze, jak powiedział durny lekarz z urazówki "nic się nie da zrobić" i przysłał mamę do domu.
A co złamane nie wiadomo. Jakieś złamanie przekątne.
Może Darek pomoże dowiedzieć się coś więcej i dlaczego mamę potraktowano tak źle.
A co złamane nie wiadomo. Jakieś złamanie przekątne.
Może Darek pomoże dowiedzieć się coś więcej i dlaczego mamę potraktowano tak źle.
11/03/08
biodro itd.
Mamy nadzieję umieścić dziś mamę w szpitalu. Jest zupełnie unieruchomiona. Od paru dni coraz bardziej bolał staw biodrowy i okolice, wczoraj do tego się przewróciła i boli ją też kolano i cała noga a ten staw biodrowy tak że powstrzymuje się od piszczenia z bólu przy najmniejszym ruchu.
Teraz czekamy na znak od pielęgniarki z hospicjum.
Teraz czekamy na znak od pielęgniarki z hospicjum.
09/03/08
przesadzam?
Czy ja naprawdę za bardzo choroby mamy przeżywam?
Ale czy da się przeżywać mniej?
To poczucie niemocy kiedy każdy lekarz mówi co innego, ja nie potrafię ocenić którego słuchać. Chce się zrobić oczywiście wszystko co się da ale lekarze tego nie ułatwiają.
Grzesiu stwierdził że może by było dobrze połączyć amputację piersi z operacją serca.
Tylko jak to zorganizować?
Tu mam nadzieję Grzesiowi uda się złapać kontakt z lekarzami którzy pomogą podjąć decyzję.
Decyzję niełatwą bo wchodzi w grę przetrwanie narkozy. Ale bez niej mama będzie cierpieć coraz bardziej.
Ja momentami dostaję zupełnego pomieszania w głowie jak próbuję wszystko ogarnąć. Pewnie jakiś dystans mógłby tu pomóc ale jak się zdysnansować do mamy?
Zaświtało światełko że mamie może uda się tego raka ciachnięciem zlikwidować i serce nieco naprawić, byłoby to cudne!
Ciągle brakuje osoby kompetentnej która by mamę sytuację przestudiowała, doradziła wśród kolegów lekarzy. Takiej właśnie osoby brakuje.
A Wy jak sobie z tym radzicie?
Ale czy da się przeżywać mniej?
To poczucie niemocy kiedy każdy lekarz mówi co innego, ja nie potrafię ocenić którego słuchać. Chce się zrobić oczywiście wszystko co się da ale lekarze tego nie ułatwiają.
Grzesiu stwierdził że może by było dobrze połączyć amputację piersi z operacją serca.
Tylko jak to zorganizować?
Tu mam nadzieję Grzesiowi uda się złapać kontakt z lekarzami którzy pomogą podjąć decyzję.
Decyzję niełatwą bo wchodzi w grę przetrwanie narkozy. Ale bez niej mama będzie cierpieć coraz bardziej.
Ja momentami dostaję zupełnego pomieszania w głowie jak próbuję wszystko ogarnąć. Pewnie jakiś dystans mógłby tu pomóc ale jak się zdysnansować do mamy?
Zaświtało światełko że mamie może uda się tego raka ciachnięciem zlikwidować i serce nieco naprawić, byłoby to cudne!
Ciągle brakuje osoby kompetentnej która by mamę sytuację przestudiowała, doradziła wśród kolegów lekarzy. Takiej właśnie osoby brakuje.
A Wy jak sobie z tym radzicie?
08/03/08
znowu nic konkretnego
Dzieje się sporo. Sporo wizyt lekarskich, z których jednak jak na razie nic konkretnego nie wynika.
W tej chwili mamy dwa palące problemy do rozwiązania:
- ból stawu biodrowego
- kontrola poziomu płynu w opłucnej
Jutro przyjeżdża Ewa z Wieśkiem, Jessicą i pieskiem i z ich pomocą pewnie będzie łatwiej, głównie ze względu na transport.
Z nowinek to jak byliśmy u Wolfa na pobranie wycinka z piersi, on widząc pierś i stwierdzając remisję, proponował amputację.
Byłoby to oczywiście super gdyby można całe paskudztwo wyrzucić ale to wszystko jest do sprawdzenia - czy można i ze wgzl. na nowotwór i ze wzgl. na serce i ogólny stan zdrowia bo amputacja miałaby być robiona pod narkozą.
Problem jest z tym że mamą się zajmuje wielu lekarzy i każdy ma swoje opinie, często sprzeczne z opinią innych. Ciężko jest w takiej sytuacji o czymś decydować a oczywiście trzeba działać. Tylko jak?
W tej chwili mamy dwa palące problemy do rozwiązania:
- ból stawu biodrowego
- kontrola poziomu płynu w opłucnej
Jutro przyjeżdża Ewa z Wieśkiem, Jessicą i pieskiem i z ich pomocą pewnie będzie łatwiej, głównie ze względu na transport.
Z nowinek to jak byliśmy u Wolfa na pobranie wycinka z piersi, on widząc pierś i stwierdzając remisję, proponował amputację.
Byłoby to oczywiście super gdyby można całe paskudztwo wyrzucić ale to wszystko jest do sprawdzenia - czy można i ze wgzl. na nowotwór i ze wzgl. na serce i ogólny stan zdrowia bo amputacja miałaby być robiona pod narkozą.
Problem jest z tym że mamą się zajmuje wielu lekarzy i każdy ma swoje opinie, często sprzeczne z opinią innych. Ciężko jest w takiej sytuacji o czymś decydować a oczywiście trzeba działać. Tylko jak?
21/02/08
nic konkretnego
Przepraszam ze ostatnio malo pisze ale ostatnio coprawda sporo sie dzieje, szczegolnie z mojego punktu widzenia bo ganianie po lekarzach i telefony i takietam, ale z tego co duzo sie dzieje na razie malo konkretow wynika.
Postaram sie w najblizszym czasie male streszczenie skreslic.
Jutro do Sadleckiego sie wybieramy ale nie spodziewam sie jakichs szczegolnych nowosci, mam tylko nadzieje ze na Echo wysle i moze cos wytlumaczy lepiej w zwiazku zmamy samopoczuciem bo onkolodzy mowia ze to od plynu w oplucnej ale na sercu pewnie nie koniecznie dobrze sie znaja.
Dobranoc.
Postaram sie w najblizszym czasie male streszczenie skreslic.
Jutro do Sadleckiego sie wybieramy ale nie spodziewam sie jakichs szczegolnych nowosci, mam tylko nadzieje ze na Echo wysle i moze cos wytlumaczy lepiej w zwiazku zmamy samopoczuciem bo onkolodzy mowia ze to od plynu w oplucnej ale na sercu pewnie nie koniecznie dobrze sie znaja.
Dobranoc.
06/02/08
środa
No to małe podsumowanie ostatnich dni.
Mama ma miłą pielęgniarkę, potrafi się uśmiechać nawet w taki ponury dzień jak dziś, z tego co zauważyłam wszyscy oprócz niej chodzą dziś struci. Ale po jej dzisiejszej krótkiej wizycie jakoś milej się zrobiło. Była dziś drugi raz. Mama oczywiście niewiadomopoco bardzo się przed tymi wizytami i wtrakcie denerwuje, ale w końcu chyba się przyzwyczai.
Teraz czekamy na wyniki krwi mamy, ma to dostarczyć niezastąpiony Michał. Może będzie wszystko ok. Chodzi o stwierdzenie czy po dodaniu nowego leku na nowotwór nie będzie trzeba zmienić dawkowania acenocumarolu. Pielęgniarka trochę się zdziwiła że sama dr Sadowska nie dała skierowania na badanie krwi, w związku z czym miałam trochę zamieszania. Ale od niedługa te sprawy przejmie chyba nowa doktórka która chyba wpadnie w przyszłym tygodniu. Albo później, jakiś problem z samochodami mają. Na pielęgniarkę też czekamy w przyszłym tygodniu.
Mama wczoraj w świetnej formie była, poszliśmy nawet na małe zakupy i spokojnie sobie po Muszkieterach chodziła, wogóle się nie zmęczyła, widać powietrze jej dobrze zrobiło no i dzień był piękny.
Dziś boli ją głowa i ma lekko podwyższoną temperatuję (37). Ale dziś mało kto w formie, może odpocznie i pogoda się poprawi..
Acha, byliśmy z mamą u dr Tujakowskiego - częstował nas czekoladkami i było miło ogólnie :) Potwierdził terapię hormonalną, dał receptę i kazał wrócić za 3 miesiące do kontroli.
Niech to słońce wróci bo jak nie to się chyba pozabijamy.
Mama ma miłą pielęgniarkę, potrafi się uśmiechać nawet w taki ponury dzień jak dziś, z tego co zauważyłam wszyscy oprócz niej chodzą dziś struci. Ale po jej dzisiejszej krótkiej wizycie jakoś milej się zrobiło. Była dziś drugi raz. Mama oczywiście niewiadomopoco bardzo się przed tymi wizytami i wtrakcie denerwuje, ale w końcu chyba się przyzwyczai.
Teraz czekamy na wyniki krwi mamy, ma to dostarczyć niezastąpiony Michał. Może będzie wszystko ok. Chodzi o stwierdzenie czy po dodaniu nowego leku na nowotwór nie będzie trzeba zmienić dawkowania acenocumarolu. Pielęgniarka trochę się zdziwiła że sama dr Sadowska nie dała skierowania na badanie krwi, w związku z czym miałam trochę zamieszania. Ale od niedługa te sprawy przejmie chyba nowa doktórka która chyba wpadnie w przyszłym tygodniu. Albo później, jakiś problem z samochodami mają. Na pielęgniarkę też czekamy w przyszłym tygodniu.
Mama wczoraj w świetnej formie była, poszliśmy nawet na małe zakupy i spokojnie sobie po Muszkieterach chodziła, wogóle się nie zmęczyła, widać powietrze jej dobrze zrobiło no i dzień był piękny.
Dziś boli ją głowa i ma lekko podwyższoną temperatuję (37). Ale dziś mało kto w formie, może odpocznie i pogoda się poprawi..
Acha, byliśmy z mamą u dr Tujakowskiego - częstował nas czekoladkami i było miło ogólnie :) Potwierdził terapię hormonalną, dał receptę i kazał wrócić za 3 miesiące do kontroli.
Niech to słońce wróci bo jak nie to się chyba pozabijamy.
01/02/08
czwartek
Wczoraj rano zawieźliśmy z Grzesiem mamę do dr Sadowskiej
(onkolog). Stwierdziła że mama nie może przyjmować więcej chemii
gdyż robiłaby więcej złego niż sam nowotwór. Została jej
przepisana terapia hormonalna - tableteczki do domu i
pielęgniarka którą w razie potrzeby możemy wzywać do domu.
Wieczorem z Grzesiem i Elą pojechałam do Bydgoszczy do dr
Tujakowskiego pracującego w szpitalu onkologicznym w Bydgoszczy.
Stwierdził że leki hormonalne to dobry wybór, we wtorek idziemy
do niego z mamą na wizytę w szpitalu onkologicznym w Grudziądzu.
To dobry lekarz i fajny człowiek, dał nam dużo nadziei, m.in.
przykładem kobiety starszej od mamy którą leczy od 15 lat właśnie
lekami hormonalnymi.
Jak wróciliśmy wczoraj do domu zastaliśmy miłą niespodziankę -
rodzinę Winiarskich i furę ruskich pierogów, zaraz się mamie
apetyt poprawił :)
A Grzesiu dal mamie sliczne tulipany na imieniny.

(onkolog). Stwierdziła że mama nie może przyjmować więcej chemii
gdyż robiłaby więcej złego niż sam nowotwór. Została jej
przepisana terapia hormonalna - tableteczki do domu i
pielęgniarka którą w razie potrzeby możemy wzywać do domu.
Wieczorem z Grzesiem i Elą pojechałam do Bydgoszczy do dr
Tujakowskiego pracującego w szpitalu onkologicznym w Bydgoszczy.
Stwierdził że leki hormonalne to dobry wybór, we wtorek idziemy
do niego z mamą na wizytę w szpitalu onkologicznym w Grudziądzu.
To dobry lekarz i fajny człowiek, dał nam dużo nadziei, m.in.
przykładem kobiety starszej od mamy którą leczy od 15 lat właśnie
lekami hormonalnymi.
Jak wróciliśmy wczoraj do domu zastaliśmy miłą niespodziankę -
rodzinę Winiarskich i furę ruskich pierogów, zaraz się mamie
apetyt poprawił :)
A Grzesiu dal mamie sliczne tulipany na imieniny.
28/01/08
Alarm odwołany
Mama zbadała dziś krew, INR jest już wporządku, dr Kawczyński powiedział że musiało wcześniej być coś nie tak z dietą prawdopodobnie i dlatego był problem z krwią. Ale już wporządku. Nic mamie nie przepisał ani nie zmieniał diety.
Gorączka powiedział że może być z powodu stanów zapalnych...
Gorączka powiedział że może być z powodu stanów zapalnych...
27/01/08
Znowu do szpitala?
Dr Kawczyński kazał wezwać lekarską wizytę domową, lekarz powinien dać skierowanie do szpitala na badanie krwi i ustalenie dalszego postępowania. Mama bardzo na mnie zła że jej spokojną niedzielę zepsułam, mowi ze dopiero przeze mnie sie rozchoruje, no i nie wiem co robić. Nie czuję się na siłach żeby coś wbrew jej woli robić, mama jest bardzo nerwowa. No i powtarza że wszystko moja wina. Do serca nie biorę ale nie wiem co robić.
Też mi żal mamy że nie ma chwili spokoju.
Też mi żal mamy że nie ma chwili spokoju.
Chyba się nie nadaję
Do jeżdżenia do szpitala może tak. Ale tak poza tym.. nawet w szpitalu nie udało mi się mamy namówić żeby tych jogurcików co jej przynosili nie piła.
Po prostu nie mam tu siły przebicia.
Ewa np. by mamie kurtke zapięła jak wracała ze szpitala a mi się nie udało bo mama wiedziała lepiej i teraz mama smarcze i znowu gorączkuje. Jak jej wiozłam do szpitala ciepłą spódnicę na wyjście to ze strachem że mnie okrzyczy, że się będzie denerwować.
Po prostu to co ja mam do powiedzenia jest nie ważne, ciągle widać jestem za smarkata.
Ma mama od przypnajmniej przedwczoraj sińce na nogach nie wiadomo od czego. Z Grzesiem i z Internetem ustaliliśmy że może to być objaw złego dawkowania acenocumarolu - to bardzo ważny lek. Mamie zwiększyli dawkę w szpitalu, być może ze względu na te jogurciki. No ale co. Usłyszałam od Grzesia że zła dawka może być śmiertelna i że może lepiej zmniejszyć dawkę, po czym on poszedł do kościoła a ja z tym tu zostałam. Próbuję się kontaktować z dr Kawczyńskim ale bezskutecznie. Te sińce niestety zobaczyłam dopiero wczoraj wieczorem, mama je ukrywała. Próbowałam coś delikatnie o tym z mamą i tatą porozmawiać ale tata choć się dość przejął, szybko przeszedł do tematu "kiedy idziemy do kościoła", może by zaprosić Piotra na kawę co by w piecu napalił i do kościoła potem zawiózł. Biedny Piotr. A mama podsumowała że najwyżej umrze i będzie po kłopocie.
Napewno, nawet ze względu na to przeziębienie i gorączki mama powinna porozmawiać z lekarzem, moim zdaniem powinna być to wizyta domowa, mama nie ma siły na obijanie się po przychodniach. Prawdopodobnie trzeba wcześniej zbadać krew. Bo nie je mama już tyle tych jogurcików.. wogóle niewiele je i być może krzepliwość się zmieniła i właśnie - trzeba zmienić dawkowanie leku.
Jak mama wróciła ze szpitala zapakowałam jej leki na tydzień do tych pudełeczek wg wypisu i wiedziałam co wkładałam, no ale mama wiedziała lepiej i nie wzięła jednej tabletki rano, mówiła że to na kaszel i nie potrzebuje. Wzięła ją na noc i nie mogła spać bo to była jak jej tłumaczyłam tabletka odwadniająca i musiała biegać siusiać. A rano tłumaczyłam mamie i pokazywałam te leki i ulotki co jest co - mama wiedziała lepiej.
No i nawet nie wiem jak mama teraz te leki bierze, czy czegoś nie odstawia..
Jadła mama wcześniej w szpitalu wmiarę zdrowo, teraz znowu te przeterminowane, niektóre być może rakotwórcze puszki, popłukane fusy itp.
Sniadanie tacie mama przygotowuje bo wie lepiej co trzeba wypchnąć z lodówki jako pierwsze, objad tylko raz próbowałam zrobić, prawie zdążyłam ale mama się obudziła i dalej robiła po swojemu.
Odechciewa się mamie te plecy opukiwać jak mama tak lekko traktuje leki.
Pan doktor Kawczyński odpisał i każe natychmiast do szpitala. Zobaczymy co dam radę zdziałać.
Po prostu nie mam tu siły przebicia.
Ewa np. by mamie kurtke zapięła jak wracała ze szpitala a mi się nie udało bo mama wiedziała lepiej i teraz mama smarcze i znowu gorączkuje. Jak jej wiozłam do szpitala ciepłą spódnicę na wyjście to ze strachem że mnie okrzyczy, że się będzie denerwować.
Po prostu to co ja mam do powiedzenia jest nie ważne, ciągle widać jestem za smarkata.
Ma mama od przypnajmniej przedwczoraj sińce na nogach nie wiadomo od czego. Z Grzesiem i z Internetem ustaliliśmy że może to być objaw złego dawkowania acenocumarolu - to bardzo ważny lek. Mamie zwiększyli dawkę w szpitalu, być może ze względu na te jogurciki. No ale co. Usłyszałam od Grzesia że zła dawka może być śmiertelna i że może lepiej zmniejszyć dawkę, po czym on poszedł do kościoła a ja z tym tu zostałam. Próbuję się kontaktować z dr Kawczyńskim ale bezskutecznie. Te sińce niestety zobaczyłam dopiero wczoraj wieczorem, mama je ukrywała. Próbowałam coś delikatnie o tym z mamą i tatą porozmawiać ale tata choć się dość przejął, szybko przeszedł do tematu "kiedy idziemy do kościoła", może by zaprosić Piotra na kawę co by w piecu napalił i do kościoła potem zawiózł. Biedny Piotr. A mama podsumowała że najwyżej umrze i będzie po kłopocie.
Napewno, nawet ze względu na to przeziębienie i gorączki mama powinna porozmawiać z lekarzem, moim zdaniem powinna być to wizyta domowa, mama nie ma siły na obijanie się po przychodniach. Prawdopodobnie trzeba wcześniej zbadać krew. Bo nie je mama już tyle tych jogurcików.. wogóle niewiele je i być może krzepliwość się zmieniła i właśnie - trzeba zmienić dawkowanie leku.
Jak mama wróciła ze szpitala zapakowałam jej leki na tydzień do tych pudełeczek wg wypisu i wiedziałam co wkładałam, no ale mama wiedziała lepiej i nie wzięła jednej tabletki rano, mówiła że to na kaszel i nie potrzebuje. Wzięła ją na noc i nie mogła spać bo to była jak jej tłumaczyłam tabletka odwadniająca i musiała biegać siusiać. A rano tłumaczyłam mamie i pokazywałam te leki i ulotki co jest co - mama wiedziała lepiej.
No i nawet nie wiem jak mama teraz te leki bierze, czy czegoś nie odstawia..
Jadła mama wcześniej w szpitalu wmiarę zdrowo, teraz znowu te przeterminowane, niektóre być może rakotwórcze puszki, popłukane fusy itp.
Sniadanie tacie mama przygotowuje bo wie lepiej co trzeba wypchnąć z lodówki jako pierwsze, objad tylko raz próbowałam zrobić, prawie zdążyłam ale mama się obudziła i dalej robiła po swojemu.
Odechciewa się mamie te plecy opukiwać jak mama tak lekko traktuje leki.
Pan doktor Kawczyński odpisał i każe natychmiast do szpitala. Zobaczymy co dam radę zdziałać.
24/01/08
Znowu woda
Mamie ściągnięto litr wody i ma wyjść jutro ale już niczego nie jestem pewna.
Czuła się po tym ściąganiu źle, była bardzo wymęczona kaszlem i zmartwiona skąd ta woda się ciągle bierze i czy już zawsze będą musieli jej ją ściągać :(
Czuła się po tym ściąganiu źle, była bardzo wymęczona kaszlem i zmartwiona skąd ta woda się ciągle bierze i czy już zawsze będą musieli jej ją ściągać :(
23/01/08
21/01/08
Dzień Babci
Szkoda że się nie umowiliśmy kiedy będę u mamy z komórką, mogłyby wnuki tam dzwonić. Ale jeśli po wyjściu ze szpitala znajdzie babcia kartki z życzeniami albo jeśli wtedy zadzwonicie wnuczki mojej mamy kochane, się też ucieszy.
Mama wyjdzie ze szpitala prawdopodobnie w środę. Krew ma wporządku.. pani doktor podawała różne liczby ale się na tym nie znam, mówiła że czerwone krwinki rosną a limfocyty są wporządku, kiedy zapytałam czy to znaczy że niedługo krew się unormuje, powiedziała że się już unormowała.
Na opóźnienie wyjścia wpływ może mieć ewentualnie wynik dzisiejszego rentgena klatki piersiowej, który miała mama robiony po południu i nie udało mi się nic o nim dowiedzieć. Ale osłuchują mamę i opukują czyli chyba mniej więcej wiedzą na ile to płuco może być wolne od wody.
Ja kiedy opukuję mamy plecy słyszę wciąż wyraźną różnicę, prawo płuco dudni a lewe daje głuchy dźwięk, woda w opłucnej pewnie jest ale może nie aż tak dużo.
Mamie czasem się słabo robi, raz wczoraj po południu, raz dziś rano, nie wiem od czego to może być, może jeszcze zapytam lekarki ale pewnie to może być z wielu powodów, być może dlatego że mamie wciąż trzeba przypominać żeby piła, pije najczęściej za mało.
Kaszel się poprawił jak przyniosłam nowy syrop.. bez syropu kaszel ma okropnie męczący.
Ważna sprawa - mama ciągle jest pod "reżimem sanitarnym", który opisałam gdzieś niżej. Stan krwi się unormował ale odporność jest osłabiona więc trzeba będzie bardzo uważać żeby mamy czymś nie zarazić. Proszę miejcie to na uwadze w przypadku chęci odwiedzin.
Nie trzeba wynosić kwiatków ani sterylizować pokoju jak sugerowała jedna z moich sióstr :) Nie chodzi o sterylność lecz o ograniczenie kontaktu ze światem zewnętrznym, np. z listonoszem który krążąc po domach mógł coś złapać. Darek Korzeniewski jest bardzo zdziwiony tym wypisem mamy, fakt że mama wychodzi z tego pokoju ochronnego prosto na ulicę, my też z tatą w każdej chwili możemy coś złapać np. na zakupach i nie wiedzieć o tym i do domu przynieść. No ale z drugiej strony szkoda już mi mamy, ciągle w tym samym pokoju, jest zadowolona że jest sama w pokoju ale nie może się doczekać aż wróci do domu.
Po wyjściu ze szpitala ma być konsultacja wypisu z panią onkolog, ale prawdopodobnie od razu mama chemii nie dostanie, trochę chyba pobędzie w domu i popatrzy na swoje kwiatki. Kotka nie może się mamy doczekać, o nią chyba zapytam pani doktor. Lisa jest taka kochana i bardzo potrafi pocieszać, jej towarzystwo wpływa na mnie dobrze i na mamę napewno też. Trochę sobie z jej pokorzystałam w czasie mamy nieobecności ale chyba czas już ją oddać, mamie bardziej potrzebna.
Ps. to nie jest tak że piszę tu żeby nie musieć z nikim rozmawiać, ale na początku kiedy po raz kolejny komuś powtarzałam te same słowa (a jest nas sporo), stwierdziłam że to nie ma sensu. Jak ktoś ma pytania czy uwagi to oczywiście niech dzwoni czy pisze.
Mama wyjdzie ze szpitala prawdopodobnie w środę. Krew ma wporządku.. pani doktor podawała różne liczby ale się na tym nie znam, mówiła że czerwone krwinki rosną a limfocyty są wporządku, kiedy zapytałam czy to znaczy że niedługo krew się unormuje, powiedziała że się już unormowała.
Na opóźnienie wyjścia wpływ może mieć ewentualnie wynik dzisiejszego rentgena klatki piersiowej, który miała mama robiony po południu i nie udało mi się nic o nim dowiedzieć. Ale osłuchują mamę i opukują czyli chyba mniej więcej wiedzą na ile to płuco może być wolne od wody.
Ja kiedy opukuję mamy plecy słyszę wciąż wyraźną różnicę, prawo płuco dudni a lewe daje głuchy dźwięk, woda w opłucnej pewnie jest ale może nie aż tak dużo.
Mamie czasem się słabo robi, raz wczoraj po południu, raz dziś rano, nie wiem od czego to może być, może jeszcze zapytam lekarki ale pewnie to może być z wielu powodów, być może dlatego że mamie wciąż trzeba przypominać żeby piła, pije najczęściej za mało.
Kaszel się poprawił jak przyniosłam nowy syrop.. bez syropu kaszel ma okropnie męczący.
Ważna sprawa - mama ciągle jest pod "reżimem sanitarnym", który opisałam gdzieś niżej. Stan krwi się unormował ale odporność jest osłabiona więc trzeba będzie bardzo uważać żeby mamy czymś nie zarazić. Proszę miejcie to na uwadze w przypadku chęci odwiedzin.
Nie trzeba wynosić kwiatków ani sterylizować pokoju jak sugerowała jedna z moich sióstr :) Nie chodzi o sterylność lecz o ograniczenie kontaktu ze światem zewnętrznym, np. z listonoszem który krążąc po domach mógł coś złapać. Darek Korzeniewski jest bardzo zdziwiony tym wypisem mamy, fakt że mama wychodzi z tego pokoju ochronnego prosto na ulicę, my też z tatą w każdej chwili możemy coś złapać np. na zakupach i nie wiedzieć o tym i do domu przynieść. No ale z drugiej strony szkoda już mi mamy, ciągle w tym samym pokoju, jest zadowolona że jest sama w pokoju ale nie może się doczekać aż wróci do domu.
Po wyjściu ze szpitala ma być konsultacja wypisu z panią onkolog, ale prawdopodobnie od razu mama chemii nie dostanie, trochę chyba pobędzie w domu i popatrzy na swoje kwiatki. Kotka nie może się mamy doczekać, o nią chyba zapytam pani doktor. Lisa jest taka kochana i bardzo potrafi pocieszać, jej towarzystwo wpływa na mnie dobrze i na mamę napewno też. Trochę sobie z jej pokorzystałam w czasie mamy nieobecności ale chyba czas już ją oddać, mamie bardziej potrzebna.
Ps. to nie jest tak że piszę tu żeby nie musieć z nikim rozmawiać, ale na początku kiedy po raz kolejny komuś powtarzałam te same słowa (a jest nas sporo), stwierdziłam że to nie ma sensu. Jak ktoś ma pytania czy uwagi to oczywiście niech dzwoni czy pisze.
20/01/08
za oknem raczej jesien
Od kiedy zaczęłam do mamy jeździć rowerem sporo pada a najczęściej zaczyna padać kiedy wychodzę.. jako że rower mam bez chlapaczy. Pryszcze prosto w pupę :)
Mama nie gorączkuje, kaszel zdaje się zależy od syropu, bez syropu męczy się dużo bardziej. Zobaczymy co jutro powiedzą lekarze.
Mama nie gorączkuje, kaszel zdaje się zależy od syropu, bez syropu męczy się dużo bardziej. Zobaczymy co jutro powiedzą lekarze.
18/01/08
przed weekendem
Mama czuje sie i wygląda coraz lepiej, coraz mniej kaszle.
Z tego co z Grzesiem zrozumieliśmy, w płynie z opłucnej nie znaleziono komórek rakowych. Nie znaczy to że raka płuc nie ma, ale to chyba jednak lepiej że tych komórek nie znaleziono.
Szykuje sie mama do wyjścia, mówi że niedługo nie będą mieli gdzie się wkuwać, welflon przenoszą z miejsca na miejsce, do tego jeden okropny babsztyl wstrzykuje z wielkiej strzykawy w sekunde z czego ma mama stan zapalny na przedramieniu.
Dziś rano miła pielęgniarka znalazła wolną żyłkę koło kciuka za co dostała kawę.
Z tego co z Grzesiem zrozumieliśmy, w płynie z opłucnej nie znaleziono komórek rakowych. Nie znaczy to że raka płuc nie ma, ale to chyba jednak lepiej że tych komórek nie znaleziono.
Szykuje sie mama do wyjścia, mówi że niedługo nie będą mieli gdzie się wkuwać, welflon przenoszą z miejsca na miejsce, do tego jeden okropny babsztyl wstrzykuje z wielkiej strzykawy w sekunde z czego ma mama stan zapalny na przedramieniu.
Dziś rano miła pielęgniarka znalazła wolną żyłkę koło kciuka za co dostała kawę.
16/01/08
15/01/08
zaczynamy
Mamie polepsza się krew. Szpik kostny zaczyna pracować coraz lepiej, o czym świadczą badania krwi z wczoraj i z dzisiaj.
Mamę rozbawił napis na drzwiach, prosiła aby zrobić zdjęcia i Wam pokazać.
Reżim ten oznacza, że może gościć u mamy jednocześnie jedna zdrowa osoba, w masce i fartuchu.




Mama rozmawia z Anią


Chyba wyszłam dość strasznie na tym zdjęciu, ale generalnie ten biały fartuch i maska dodały mi chyba powagi bo ludzie mi się na korytarzu kłaniać zaczęli ;)
Mamę rozbawił napis na drzwiach, prosiła aby zrobić zdjęcia i Wam pokazać.
Reżim ten oznacza, że może gościć u mamy jednocześnie jedna zdrowa osoba, w masce i fartuchu.
Chyba wyszłam dość strasznie na tym zdjęciu, ale generalnie ten biały fartuch i maska dodały mi chyba powagi bo ludzie mi się na korytarzu kłaniać zaczęli ;)
Iscriviti a:
Post (Atom)