22/03/08

miłośnik zwierząt cd.

...

mama jest w hospicjum
łóżko wygodne i obsługa miła - tyle na razie

18/03/08

dzis

W sprawach medycznych zaczynam sie juz gubic, pomiedzy biurokracja, powaga chorob i tzw. smarowaniem dokladnie tam gdzie trzeba i nie za cienko nie za grubo itd.
Byly dzis 3 wizyty medyczne ale ja juz naprawde zagubiona, i zmeczona tematem. W kazdym razie amputacji raczej nie bedzie bo wg Tujakowskiego nie ma to sensu, operacje biodra jak sie da to robic ale trzeba umiec podejsc pana od operacji tak zeby mu sie znowu zachcialo (pan doktor zna sie na socjotechnikach i manipuluje), byc moze bedzie trzeba mame z raz lub dwa przewiezc na radioterapie do Bydgoszczy lub Gdanska.
Opieka w szpitalu jestem sszokowana, wogole nie przejmuja sie mamy biodrem i rzucaja ja z miejsca na miejsce, wczoraj poprosili o przesiascie sie na drugie lozko bo to ktore dostala bylo porzyczone... lekow zapomnieli jej dawac... wczoraj bylam naprawde..wkurzona.., dzis po prostu mam dosc.

Chociaz tekst pani pielegniarki "W jaki sposob pacjentka leżąca zlamala biodoro?" byl nawet zabawny.

Dobra wiadomosc to ta, ze mama dzis, przynajmniej rano kiedy sie z nia widzialam, czula sie duzo lepiej i to ze odkryto przyczyne powodu problemow z ukl. moczowym - infekcja nerek.

Wody w plucach podobno nieduzo ale pani doktor prowadzaca nie umie powiedziec co to znaczy "nieduzo" bo nie pamieta ile.

Dalsze poczynania w spr. biodra maja sie zaczac najwczesniej w czw. kiedy to miejmy nadzieje zechca sie komunikowac z oddzialu na ktorym mama lezy z ortopiedia. I dalej konsultacje konsultacje konsultacje

No, jednak cos napisalam.

Dla rozluznienia wklejam zdjecie wielkiego milosnika zwierzat :)

17/03/08

szpital

mamie wczoraj wieczorem bylo bardzo duszno, wezwalismy karetke i jest teraz w szpitalu, na razie nic wiecej nie wiem, bede u niej wieczorem, teraz beda lewandosie

15/03/08

wytchnienie

Wczoraj mieliśmy naprawdę duży stres, mama miała zatrzymanie moczu, tylko czasami parę kropel krwi. Pielęgniarka była parę razy, lekarka raz.. wieczorem już mieliśmy dzwonić na pogotowie kiedy mamusia najzwyczajniej w świecie zrobiła normalne żółte siusiu :)
Trochę jakby ciągle mało moczu było ale to może organizm po odwodnieniu organizm się nawadnia.

Do poniedziałku powinniśmy zdecydować czy mama będzie operować biodro. Lekarka z hospicjum twierdzi że jeśli jest ktoś kto by się tego podjął - a jest, trzeba to zrobić. Mama teraz wypoczywa w łóżku więc może nabierze siły na tą operację.

14/03/08

złamanie cd.

Złamaniu uległa "główka" kości udowej. Nie wiem czy można to tak nazwać ale pewnie każdy się domyśli o co chodzi.
Problem w tym że każdy lekarz mówi zupełnie co innego, jeden że się nie zrośnie, drugi że się zrośnie ale krzywo, trzeci czeka na decyzję o operacji i chce operować ale ten drugi mówi że w tym stanie zdrowia jest to nie do zrobienia.

Także wesoło :(
Zupełnie nie wiadomo co myśleć, co robić.

Udało się wyprosić dla mamy cewnik więc jest mniej męki. Tylko że teraz znowu wyraźnie widać jak wiele krwi jest w moczu, czasem wygląda jakby to było więcej krwi niż moczu... powodem mogłyby być te wszystkie tabletki przeciwbólowe których się mama nałykała... lekarkę hospicyjną próbujemy tu ściągać chyba gdzieś od dwóch tygodni. Dziś chyba w końcu przyjdzie.

Acha, dostaliśmy z hospicjum materac przeciwodparzeniowy, spróbujemy dziś go pod mamę włożyć.

Mówi się o szpitalu w sprawie wody w opłucnej od pewnego czasu ale teraz mama chce tylko spokoju.

12/03/08

zlamanie

Mama ma złamane coś w biodrze, jak powiedział durny lekarz z urazówki "nic się nie da zrobić" i przysłał mamę do domu.

A co złamane nie wiadomo. Jakieś złamanie przekątne.

Może Darek pomoże dowiedzieć się coś więcej i dlaczego mamę potraktowano tak źle.

11/03/08

biodro itd.

Mamy nadzieję umieścić dziś mamę w szpitalu. Jest zupełnie unieruchomiona. Od paru dni coraz bardziej bolał staw biodrowy i okolice, wczoraj do tego się przewróciła i boli ją też kolano i cała noga a ten staw biodrowy tak że powstrzymuje się od piszczenia z bólu przy najmniejszym ruchu.
Teraz czekamy na znak od pielęgniarki z hospicjum.

09/03/08

przesadzam?

Czy ja naprawdę za bardzo choroby mamy przeżywam?
Ale czy da się przeżywać mniej?
To poczucie niemocy kiedy każdy lekarz mówi co innego, ja nie potrafię ocenić którego słuchać. Chce się zrobić oczywiście wszystko co się da ale lekarze tego nie ułatwiają.
Grzesiu stwierdził że może by było dobrze połączyć amputację piersi z operacją serca.
Tylko jak to zorganizować?
Tu mam nadzieję Grzesiowi uda się złapać kontakt z lekarzami którzy pomogą podjąć decyzję.
Decyzję niełatwą bo wchodzi w grę przetrwanie narkozy. Ale bez niej mama będzie cierpieć coraz bardziej.

Ja momentami dostaję zupełnego pomieszania w głowie jak próbuję wszystko ogarnąć. Pewnie jakiś dystans mógłby tu pomóc ale jak się zdysnansować do mamy?

Zaświtało światełko że mamie może uda się tego raka ciachnięciem zlikwidować i serce nieco naprawić, byłoby to cudne!

Ciągle brakuje osoby kompetentnej która by mamę sytuację przestudiowała, doradziła wśród kolegów lekarzy. Takiej właśnie osoby brakuje.

A Wy jak sobie z tym radzicie?

08/03/08

znowu nic konkretnego

Dzieje się sporo. Sporo wizyt lekarskich, z których jednak jak na razie nic konkretnego nie wynika.

W tej chwili mamy dwa palące problemy do rozwiązania:
- ból stawu biodrowego
- kontrola poziomu płynu w opłucnej

Jutro przyjeżdża Ewa z Wieśkiem, Jessicą i pieskiem i z ich pomocą pewnie będzie łatwiej, głównie ze względu na transport.

Z nowinek to jak byliśmy u Wolfa na pobranie wycinka z piersi, on widząc pierś i stwierdzając remisję, proponował amputację.

Byłoby to oczywiście super gdyby można całe paskudztwo wyrzucić ale to wszystko jest do sprawdzenia - czy można i ze wgzl. na nowotwór i ze wzgl. na serce i ogólny stan zdrowia bo amputacja miałaby być robiona pod narkozą.

Problem jest z tym że mamą się zajmuje wielu lekarzy i każdy ma swoje opinie, często sprzeczne z opinią innych. Ciężko jest w takiej sytuacji o czymś decydować a oczywiście trzeba działać. Tylko jak?