25/11/08

Msze za mamę

Odbędą się w kościele parafialnym
(Wniebowzięcia NMP na Moniuszki, tam blisko dworca)

26.11 8.00
29.11 8.00
2.12 8.00
20.12 18.00

12/10/08

12.10.08

Mama już nie cierpi. Dziś rano przed dziesiątą przestała oddychać.
Kiedyś, kiedy już spałam u mamy, obudziłyśmy się rano.. powiedziałam że zaraz jej podam tabletki. Zapytała zdziwiona - jakie tabletki? Kiedy się dobudziła powiedziała - śniło mi się że już nie muszę brać żadnych tabletek.
Teaz już nie musi.

05/10/08

04/10/08

amputacja

Mama w szpitalu.
Planowana amputacja nogi.
Albo amputacja albo mama bedzie cierpiec straszne bole i martwa noga bedzie zatruwac organizm.
Ale musza najpierw pokonsultowac i wyrownac mamy stan bo ma np. wysoki cukier i takietam.
Co do niebezpieczenstw - kazdy powazniejszy zabieg u mamy zagraza zyciu, poza tym nie wiadomo czy po amputacji wyleczy sie rana, znaczy czy sie zamknie, nie pamietam jakich slow uzyl, jestem bardzo zmeczona.
Chcialam zostac z mama ale lekarz stwierdzil ze lepiej zrobie jesli odpoczne i przyjde jutro.

Dobranoc.

Mama zgodziła się na amputację ale jest mało świadoma i nie wiem na ile zrozumiała o co chodzi.

19/09/08

Po przespaniu się

Grzesiu mi uświadomił że właściwie nie wiem na jakiej konkretnie podstawie, z jakiego konkretnego powodu kardiolog powiedział to co powiedział. Więc może nie panikujmy..
USG nowego nie zrobił, z RTG chyba dokładnych informacji o sercu nie można mieć.. tyle że zrobił mmie EKG i posłuchał serca ale mama była poddenerwowana i zasapana wstawaniem i kładzeniem się spowrotem więc może odebrał informacje zafałszowane?
Oby.
Z moją tymczasową rezygnacją ze studiów to chyba dobry pomysł ale tak do końca przekonana nie jestem, głównie dlatego że boję się że się tu z ojcem zagryziemy wzajemnie. Mam wrażenie że wszystko mi na złość robi. Np. mi na złość zabiera mamie kota i wynosi do piwnicy. A mamie kotek jest potrzebny. A ja tacie mam ochotę zrobić krzywdę jak takie rzeczy robi, roznosi mnie po prostu choć chodzi pewnie o głupoty.

18/09/08

Ps.

Mam nowy pomysł.
Szukać jakiegoś super kardiologa. Wybitnego jakiegoś.
Może coś by to dało.
Bez szaleństw i narażania mamy na stresy.
Ale może coś więcej da się zrobić.

wizyta kardiologa

Była dziś wizyta kardiologa.

Przebadał mamę, zrobił EKG, przejrzał dokumentację i stwierdził że stan mamy jest bardzo z powodu niewydolności serca.
Mówił o tym że pewnych problemów nie da się zatrzymać, wyleczyć. I mówił że być może mama nie pożyje długo.

Pomysł mam więc taki że.. no ja zostaję oczywiście (?). Mamie wytłumaczę że w przyszłym roku będę miała szansę na stypendium i akademik a w tym roku przepadło, co jest prawdą.

Jeśli chodzi o Was, rodzeństwo moje i może nie tylko.. pewnie będziecie chcieli przyjechać. Ale bardzo bym prosiła żebyście tu tłumu nie zrobili, trzeba uważać aby mama nie przestraszyła się że się z nią żegnacie. Mama wie że jest chora i że nie jest za dobrze, ale nie ma sensu umacniać jej w przekonaniu że to już koniec, tym bardziej że tego się nie da przesądzić. Mama jest osobą silną pomimo słabego serca.

Jeśli chodzi o raka to chyba wychodzi na to że nie czas się nim przejmować. Chociaż planowaną wizytę u radioterapeuty chyba wykonam.

No i dalej pomysł mój jest taki żeby mamie dawać jak najwięcej przyjemności. Żeby jej było dobrze w tych ostatnich dniach, tygodniach, miesiącach.. nie wiadomo.
Pewnie dziś skoczę po czerwone wino które mama lubi. Jakby ktoś z Was wiedział czy czerwony vermuth ma właściwości dobroczynne dla serca tak jak normalne czerwone wino to proszę o znać bo od dawna się o to pytam a mama lubi wina słodkie.

Już kiedyś dr Tujakowski wspominał o dobroczynnym wpływie dzieci na zdrowie mamy więc może by Ania miała możliwośc wpaść jeszcze z maluchami czasem.
Mówię to bo może się obawiasz Ania że dzieci będą dla mamy uciążliwe. To chyba jakoś w psychoonkologii stwierdzili że towarzystwo dzieci dobrze robi chorym na raka. Kiedyś też słyszałam o tym że generalnie jest to dobre dla ludzi w wieku starszym, na co potwierdzeniem miało być to że tak bardzo lubimy tulić małe dzieci.

Stan mamy przez ostatnie powiedzmy 10 dni mocno się pogorszył ale przez ostatnie powiedzmy 3 dni jest lepiej, jest silniejsza i przytomniejsza, tylko oddycha jakby coraz szybciej, do tego ma jakieś zastoje w płucach i kaszle ale na szczęście jej się odrywa.

Ale generalnie znowu się polepszyło a jak lekarz mamę badał była dość zadyszana po wstawaniu i napewno zdenerwowana wizytą więc ja przynajmniej mam nadzieję że badania te były nieco przefałszowane. Ale o tym że mamy serce jest bardzo chore i że wciąż jest z nim gorzej wiadomo od dawna.

Chyba na razie tyle.

Lekarz na początku wziął mnie za pracownicę służby zdrowia w związku z tym że byłam nieco w temacie i potem mimo że go z błędu wyprowadziłam, mówił do mnie słownictwem specjalistycznym i nie wszystko rozumiałam.
Używał parę razy słowa "spastyczne", "spastyczność" których znaczenia jeszcze w encyklopedii nie sprawdziłam. Mówił też coś o sercu płucnym, chyba chodziło mu o część serca która pompuje krew docierającą z płuc - i chodzi o to że i ta część serca jest niewydolna z powodu problemów płucnych.

Wspominał że może dobrze by zrobił pobyt w szpitalu, głównie chyba chodziło o opanowaniu problemu zastoju wody w mamy organiźmie. Uważa że jest też płyn w jamie brzusznej o czym do tej pory nie było mowy. Próbowałam dwóm lekarkom zwrócić uwagę na brzuch bo wydawało mi się że "urósł" ale nie chciały słuchać.

Mama do szpitala nie chce, ja też mamy nie chcę w szpitalu ale może trzebaby się nad tym zastanowić. Lekarz stwierdził "trzeba próbować".

Z nauką chodzenia pewnie by się trzeba wstrzymać. Naprawdę szybko teraz mama się "zasapuje". Ale może to minie? Ma zwiększone leki odwadniające i może to pomoże. Zostały też mocno zmniejszone sterydy więc powinna zejść część opuchlizny. Zresztą chyba już schodzi.

Na razie na tyle, pozdrawiam.

01/04/08

No to sie chwale



Troche prywaty.
W koncu odebralam dyplom.
Komentarz mamy?
- Moglabys miec cos pod szyja.
:)

Ale i pogratulowala.
Rózyczki z gratulacjami dostalam od Piotrusia, sliczne prawda? Sprawil mi nimi duzo radosci, juz zapomnialam jak to jest byc obsypywana kwiatami ;)

Teraz czas na kolejne kroki w zalatwianiu kontynuacji nauki we Wloszech. Zrobie tam mgr z informatyki z kierunkiem na nauczanie, potem kurs na "insegnante di sostegno" - po tym kursie bede nauczycielem pomocniczym dla dzieci niepelnosprawnych. We Wloszech dzieci niepelnosprawne chodza do normalnych szkól, sa im przydzielani tacy nauczyciele pomocniczy, którzy pomagaja im w uczestniczeniu w zyciu klasy, szkoly, w nauce na ile jest to mozliwe.

O byciu nauczycielka nigdy wczesniej nie myslalam, ale kusila mnie zawsze praca z niepelnosprawnymi. Mysle ze w koncu odkrylam to swoje powolanie, jestem z tego powodu bardzo szczesliwa. No i w razie czego bede tez mogla zostac normalnym nauczycielem informatyki, matematyki i innych takich w szkolach srednich. Widzac zmiany jakie we mnie zachodza, prawie ze wierze ze bede miala odwage uczyc takie grono mlodych bandytów ;)

Dlugo mialam dylematy zwiazane z tym wyjazdem bo jest przeciez mama. Ale mamie byc moze bardziej niz mnie samej zalezy na tym zebym sie w koncu jakos ustawila. Napewno boi sie czy tam sobie poradze, ale mam nadzieje ze szybko jej pokaze ze potrafie sobie w zyciu poradzic. Leczenie moje odnosi wyrazne skutki, poprawia mi sie i zdrowie psychiczne i fizyczne. Ostatnio czulam sie dosc kiepsko ale to przez stres zwiazany z mama, ja bardzo przezywam kazdy nawet najmniejszy zwiazany z nia problem, nawet kupujac jej jakis jogurt potrafie dostac pomieszania kiedy próbuje wybrac cos co mamie bedzie smakowalo i sluzylo, jak wiecie, nie jest teraz latwo z mama pod tym wzgledem. Co wiec dopiero z problemami naprawde powaznymi. Jeszcze do niedawna czulam ze mam jakotaka kontrole nad tym co sie z mama dzieje, ale od czasu zlamania stawu, zupelnie jestem pogubiona w tym co sie z mama dzieje i nie potrafie juz szukac lekarzy odpowiedzialnych lub nowych specjalistów po Polsce.. nie wiem z kim teraz rozmawiac w spr. mamy, w hospicjum sami chyba nie wiedza na co mama sie leczy, przydalaby sie kontrola ortopedyczna kolana które mame boli od upadku, ale jak to zorganizowac? Nie mówiac juz o tym zeby znalazl sie jakis ortopeda który by sie wypowiedzial konkretnie na temat tego biodra, bo wersji w sprawie zrastania czy operowania to juz z 10 bylo.

Grzesiu zalatwil konsultacje w spr. mamy z kardiochirurgami z Gdanska, wg nich mama powinna poddac sie operacji serca, ale najpierw musi zaczac chodzic, wiec sprawa chodzenia jest bardzo wazna w tym momencie a nic o tym nie wiadomo, zadnych przewidywan, zadnego w zasadzie zainteresowania faktem.

Dylematy zwiazane z wyjazdem do Wloch mialam w zwiazku z tym ze nielatwo jest zostawic mame z tymi jej wszystkimi chorobami, ale pan psycholog przekonal mnie do tego ze powinnam jechac. Uzmyslowil mi ze skoro rodzine mam duza, nie moze byc tak ze wszystko spoczywa na moich barkach. I ze to, ze w koncu mam szanse na normalne, satysfakcjonujace zycie, powinno byc dla rodziny wazne, tym bardziej ze wielokrotnie slyszalam ze sie o mnie martwicie. Pan psycholog zasugerowal zebyscie mi sie zlozyli na podróz do Wloch, jednak to wg mnie przesada, z dojazdem tam jakos sobie poradze, moze nawet jakas okazja bedzie zeby sie z kims zabrac, znajomy czesto jezdzi do Wloch i byc moze czesc podrózy mialabym gratis.

Nie wiem czy rodzenstwo moje zdaje sobie sprawe z tego, ze w zwiazku z mamy choroba, kazdy z nas ma prawo do dwóch tygodni wolnego na opieke nad mama. Ja bym mogla przyjezdzac na wakacje, ferie.

Jest tez coraz czesciej przypominana w rodzinie propozycja opiekunki, która byc moze tak czy inaczej bedzie trzeba wynajac. Skladajac sie razem mysle ze to nie wyjdzie za duzo do zaplacenia. Ja zamierzam we Wloszech oczywiscie oprócz studiowania - pracowac, wiec mam nadzieje ze równiez bede mogla sie dorzucic.

Nie jest mi latwo zrezygnowac z opieki nad mama, jednak latwiej jest byc przy niej i wiedziec dokladnie co sie dzieje. Ale miejmy nadzieje, zdrowie mamy bedzie sie wciaz polepszac i bedziemy miec wszyscy mniej powodów do zmartwien.

Mój wyjazd do Wloch to jedna sprawa, mam nadzieje ze zostalam zrozumiana.
Jest tez druga sprawa, wlasciwie prosba.

Póltora roku temu wyrwano mi zeba, górna trójke. Duzy to problem nie jest, rzadko smieje sie szczerzac zeby, wiec jest to prawie niewidoczne (jak przynajmniej niektórzy twierdza), no i w jedzeniu tez niespecjalnie przeszkadza.
Jednak jesli tam czegos nie wstawie, zepsuje mi sie zgryz, juz zaczynam odczuwac ze zeby sie zjezdzaja. Gdy którys z zebów ubywa, dwa sasiednie sie zjezdzaja i zgryz deformuje sie, jeden mój kolega cos takiego ma i mówi ze bardzo zaluje ze sie tym nie zajal.
No i sprawa jest taka, ze rozwiazania sa rózne, moge np. zalozyc most, jednak dentysta stwiedzil ze szkoda niszczyc te dwa sasiednie zeby które sa zdrowe. Najlepszym rozwiazaniem jest implant i na to sie w zasadzie zdecydowalam tylko ze.. kosztuje to mniej wiecej 3000 zl.
To tylko taka luzna propozycja z mojej strony. Ja naprawde jestem w tej chwili nastawiona na zmiane zycia. Zamierzam od lata badz jesieni zaczac pracowac. Ile bede mogla zaoszczedzic - to zalezy ile wyniosa mnie studia, najprawdopodobniej beda kosztowac mnie malo ze wzgl. na niski status majatkowy. Bede miala jakas stala prace, Giuseppe obiecal mi tez podsylac uczniów do korepetycji.
Mimo wszystko nie wiem jak wyjde finansowo, nie wiem ile wyniesie mnie zycie itd. Ale za 2 lata powinnam podjac normalna prace. Czemu o tym pisze? Bo prosze tych, co ewentualnie mieli by taka mozliwosc i checi, o pozyczke. Nie licze ze ktos z Was da mi te 3000 ale jesli rozlozy sie to na pare osób, beda to sumy o wiele mniejsze. Obiecuje oddac jak tylko bede mogla.

Bardzo Was o to prosze, no i sprawa niestety dosc pilna bo chce to zalatwic przed wyjazdem do Wloch, tam by to kosztowalo o wiele wiele wiecej.

W razie gdyby ktos sie zdecydowal, podaje nr mojego konta:
38 1140 2004 0000 3302 3993 8732.


Teraz troche zdjec z okolic okolowielkanocnych.

Prawda że śliczny koszyk z pisankami przygotowała Jessi? :)





jajo po japońsku



Dwie nowe brunetki





I reszta towarzystwa

Jessi pracuś postarała się o świąteczny nastrój i smakołyki



Śliczna mimo wilkołaczych oczu Agnieszka



Zmarźluszki



Rodzice jednego z nich



Nie było dużo tych zdjęć.

Na razie to tyle.

Acha, byłam dziś wieczór u mamy i jakby zaczynała się aklimatyzować.
Trochę się boję o kolano pod złamanym biodrem, wydaje mi się opuchnięte i boli mamę bardziej niż ten staw połamany, brała morfinę ze wzgl. na kolano. IMO powinien obejrzeć je jakiś ortopeda, obawiam się że było skręcenie i coś się tam mogło uszkodzić :(

22/03/08

miłośnik zwierząt cd.

...

mama jest w hospicjum
łóżko wygodne i obsługa miła - tyle na razie

18/03/08

dzis

W sprawach medycznych zaczynam sie juz gubic, pomiedzy biurokracja, powaga chorob i tzw. smarowaniem dokladnie tam gdzie trzeba i nie za cienko nie za grubo itd.
Byly dzis 3 wizyty medyczne ale ja juz naprawde zagubiona, i zmeczona tematem. W kazdym razie amputacji raczej nie bedzie bo wg Tujakowskiego nie ma to sensu, operacje biodra jak sie da to robic ale trzeba umiec podejsc pana od operacji tak zeby mu sie znowu zachcialo (pan doktor zna sie na socjotechnikach i manipuluje), byc moze bedzie trzeba mame z raz lub dwa przewiezc na radioterapie do Bydgoszczy lub Gdanska.
Opieka w szpitalu jestem sszokowana, wogole nie przejmuja sie mamy biodrem i rzucaja ja z miejsca na miejsce, wczoraj poprosili o przesiascie sie na drugie lozko bo to ktore dostala bylo porzyczone... lekow zapomnieli jej dawac... wczoraj bylam naprawde..wkurzona.., dzis po prostu mam dosc.

Chociaz tekst pani pielegniarki "W jaki sposob pacjentka leżąca zlamala biodoro?" byl nawet zabawny.

Dobra wiadomosc to ta, ze mama dzis, przynajmniej rano kiedy sie z nia widzialam, czula sie duzo lepiej i to ze odkryto przyczyne powodu problemow z ukl. moczowym - infekcja nerek.

Wody w plucach podobno nieduzo ale pani doktor prowadzaca nie umie powiedziec co to znaczy "nieduzo" bo nie pamieta ile.

Dalsze poczynania w spr. biodra maja sie zaczac najwczesniej w czw. kiedy to miejmy nadzieje zechca sie komunikowac z oddzialu na ktorym mama lezy z ortopiedia. I dalej konsultacje konsultacje konsultacje

No, jednak cos napisalam.

Dla rozluznienia wklejam zdjecie wielkiego milosnika zwierzat :)

17/03/08

szpital

mamie wczoraj wieczorem bylo bardzo duszno, wezwalismy karetke i jest teraz w szpitalu, na razie nic wiecej nie wiem, bede u niej wieczorem, teraz beda lewandosie

15/03/08

wytchnienie

Wczoraj mieliśmy naprawdę duży stres, mama miała zatrzymanie moczu, tylko czasami parę kropel krwi. Pielęgniarka była parę razy, lekarka raz.. wieczorem już mieliśmy dzwonić na pogotowie kiedy mamusia najzwyczajniej w świecie zrobiła normalne żółte siusiu :)
Trochę jakby ciągle mało moczu było ale to może organizm po odwodnieniu organizm się nawadnia.

Do poniedziałku powinniśmy zdecydować czy mama będzie operować biodro. Lekarka z hospicjum twierdzi że jeśli jest ktoś kto by się tego podjął - a jest, trzeba to zrobić. Mama teraz wypoczywa w łóżku więc może nabierze siły na tą operację.

14/03/08

złamanie cd.

Złamaniu uległa "główka" kości udowej. Nie wiem czy można to tak nazwać ale pewnie każdy się domyśli o co chodzi.
Problem w tym że każdy lekarz mówi zupełnie co innego, jeden że się nie zrośnie, drugi że się zrośnie ale krzywo, trzeci czeka na decyzję o operacji i chce operować ale ten drugi mówi że w tym stanie zdrowia jest to nie do zrobienia.

Także wesoło :(
Zupełnie nie wiadomo co myśleć, co robić.

Udało się wyprosić dla mamy cewnik więc jest mniej męki. Tylko że teraz znowu wyraźnie widać jak wiele krwi jest w moczu, czasem wygląda jakby to było więcej krwi niż moczu... powodem mogłyby być te wszystkie tabletki przeciwbólowe których się mama nałykała... lekarkę hospicyjną próbujemy tu ściągać chyba gdzieś od dwóch tygodni. Dziś chyba w końcu przyjdzie.

Acha, dostaliśmy z hospicjum materac przeciwodparzeniowy, spróbujemy dziś go pod mamę włożyć.

Mówi się o szpitalu w sprawie wody w opłucnej od pewnego czasu ale teraz mama chce tylko spokoju.

12/03/08

zlamanie

Mama ma złamane coś w biodrze, jak powiedział durny lekarz z urazówki "nic się nie da zrobić" i przysłał mamę do domu.

A co złamane nie wiadomo. Jakieś złamanie przekątne.

Może Darek pomoże dowiedzieć się coś więcej i dlaczego mamę potraktowano tak źle.