Była dziś wizyta kardiologa.
Przebadał mamę, zrobił EKG, przejrzał dokumentację i stwierdził że stan mamy jest bardzo z powodu niewydolności serca.
Mówił o tym że pewnych problemów nie da się zatrzymać, wyleczyć. I mówił że być może mama nie pożyje długo.
Pomysł mam więc taki że.. no ja zostaję oczywiście (?). Mamie wytłumaczę że w przyszłym roku będę miała szansę na stypendium i akademik a w tym roku przepadło, co jest prawdą.
Jeśli chodzi o Was, rodzeństwo moje i może nie tylko.. pewnie będziecie chcieli przyjechać. Ale bardzo bym prosiła żebyście tu tłumu nie zrobili, trzeba uważać aby mama nie przestraszyła się że się z nią żegnacie. Mama wie że jest chora i że nie jest za dobrze, ale nie ma sensu umacniać jej w przekonaniu że to już koniec, tym bardziej że tego się nie da przesądzić. Mama jest osobą silną pomimo słabego serca.
Jeśli chodzi o raka to chyba wychodzi na to że nie czas się nim przejmować. Chociaż planowaną wizytę u radioterapeuty chyba wykonam.
No i dalej pomysł mój jest taki żeby mamie dawać jak najwięcej przyjemności. Żeby jej było dobrze w tych ostatnich dniach, tygodniach, miesiącach.. nie wiadomo.
Pewnie dziś skoczę po czerwone wino które mama lubi. Jakby ktoś z Was wiedział czy czerwony vermuth ma właściwości dobroczynne dla serca tak jak normalne czerwone wino to proszę o znać bo od dawna się o to pytam a mama lubi wina słodkie.
Już kiedyś dr Tujakowski wspominał o dobroczynnym wpływie dzieci na zdrowie mamy więc może by Ania miała możliwośc wpaść jeszcze z maluchami czasem.
Mówię to bo może się obawiasz Ania że dzieci będą dla mamy uciążliwe. To chyba jakoś w psychoonkologii stwierdzili że towarzystwo dzieci dobrze robi chorym na raka. Kiedyś też słyszałam o tym że generalnie jest to dobre dla ludzi w wieku starszym, na co potwierdzeniem miało być to że tak bardzo lubimy tulić małe dzieci.
Stan mamy przez ostatnie powiedzmy 10 dni mocno się pogorszył ale przez ostatnie powiedzmy 3 dni jest lepiej, jest silniejsza i przytomniejsza, tylko oddycha jakby coraz szybciej, do tego ma jakieś zastoje w płucach i kaszle ale na szczęście jej się odrywa.
Ale generalnie znowu się polepszyło a jak lekarz mamę badał była dość zadyszana po wstawaniu i napewno zdenerwowana wizytą więc ja przynajmniej mam nadzieję że badania te były nieco przefałszowane. Ale o tym że mamy serce jest bardzo chore i że wciąż jest z nim gorzej wiadomo od dawna.
Chyba na razie tyle.
Lekarz na początku wziął mnie za pracownicę służby zdrowia w związku z tym że byłam nieco w temacie i potem mimo że go z błędu wyprowadziłam, mówił do mnie słownictwem specjalistycznym i nie wszystko rozumiałam.
Używał parę razy słowa "spastyczne", "spastyczność" których znaczenia jeszcze w encyklopedii nie sprawdziłam. Mówił też coś o sercu płucnym, chyba chodziło mu o część serca która pompuje krew docierającą z płuc - i chodzi o to że i ta część serca jest niewydolna z powodu problemów płucnych.
Wspominał że może dobrze by zrobił pobyt w szpitalu, głównie chyba chodziło o opanowaniu problemu zastoju wody w mamy organiźmie. Uważa że jest też płyn w jamie brzusznej o czym do tej pory nie było mowy. Próbowałam dwóm lekarkom zwrócić uwagę na brzuch bo wydawało mi się że "urósł" ale nie chciały słuchać.
Mama do szpitala nie chce, ja też mamy nie chcę w szpitalu ale może trzebaby się nad tym zastanowić. Lekarz stwierdził "trzeba próbować".
Z nauką chodzenia pewnie by się trzeba wstrzymać. Naprawdę szybko teraz mama się "zasapuje". Ale może to minie? Ma zwiększone leki odwadniające i może to pomoże. Zostały też mocno zmniejszone sterydy więc powinna zejść część opuchlizny. Zresztą chyba już schodzi.
Na razie na tyle, pozdrawiam.
Iscriviti a:
Commenti sul post (Atom)
Nessun commento:
Posta un commento